Podłogi – jeden z elementów w domu, które są najbardziej narażone na zabrudzenia. Wpływa na to wiele czynników – dynamika codziennego życia i związana z tym intensywność użytkowania, ilość osób i obecność zwierząt, a także fakt, czy jest to mieszkanie w bloku, czy budynek z bezpośrednim wejściem z dworu. Jednak niezależnie od tego – częściej lub rzadziej – podłogi trzeba myć. To, jakie efekty uzyskamy, zależy z kolei od tego, jak mocno są brudne, ale też od rodzaju wykończenia i skuteczności środka do czyszczenia. Preparatów na rynku jest mnóstwo, ale najbardziej tradycyjnym wyborem zwykle są płyny w butelkach, choć niedawno pojawiła się pewna innowacja. Mowa tu o listkach do mycia podłóg, a ich podstawową zaletą jest to, że nie zajmują miejsca i nie trzeba ręcznie odmierzać ilości płynu. Ja otrzymałam do przetestowania środek w takiej formie o nazwie Royal Wash One Dose. Jak poradził sobie na różnych powierzchniach i czy faktycznie gotowa porcja usuwa brud i jednoznacznie może wyeliminować osady?
Pierwsze wrażenia i przemyślenia – różana esencja zamknięta w lekkim opakowaniu
Royal Wash One Dose to 25 cienkich listków w niedużej torebce. Takie rozwiązanie oszczędza miejsce do przechowywania w porównaniu ze środkami w butelkach, często dużych i ciężkich. Nie można pominąć faktu, że eliminuje również problem dźwigania ich ze sklepu, a także redukuje zużycie plastiku. Po otwarciu opakowania poczułam przyjemny aromat, który skojarzył mi się z różami, bo listki mają różowy kolor. Torebka ma zamknięcie strunowe, więc zachowują zapach i nie wysychają, choć ich faktura przypomina suchą kartkę papieru. Takie wrażenie odniosłam po wyjęciu jednego, zdziwiłam się także, jak dość sztywny kartonik ma się rozpuścić w wodzie. Pomyślałam, że najpierw zobaczę, jak to wygląda, używając połowy – łatwo podzielić go na dwie części, bo pośrodku znajduje się perforacja. Zalecane proporcje to 1 listek na 4 litry wody lub pół na 2 litry. Taki sposób odmierzania ma zapewnić precyzyjną dawkę detergentu bez dozowania „na oko”, a zawarta w nim skoncentrowana formuła aktywuje się po kontakcie z wodą.
Od kawałka papieru do roztworu – test na wymagających płytkach
Nalałam do miski niecałe 2 litry ciepłej wody i wrzuciłam połowę listka. Chwilę zaczekałam, a potem go poruszyłam i okazało się, że kartonik „zamienił” się w gąbczastą, piankową masę, która zaczęła się rozrywać. Żeby przyspieszyć jej rozpuszczenie, wymieszałam całość. Woda zyskała ładny, różany zapach. Najpierw umyłam kawałek podłogi z matowych płytek, ale zauważyłam trochę piany na powierzchni. Jednak nawet gdy bardziej rozrzedziłam roztwór i przetarłam, miejscami znów się pojawiała. Po wyschnięciu podłoga była czysta, choć nie nabłyszczona, ale efektu połysku nie ma w materiałach, więc tego nie oczekiwałam. Za to środek dobrze poradził sobie z zabrudzeniami. Odnoszę też wrażenie, że czystość utrzymywała się dość długo. Natomiast po wyschnięciu zostały delikatne smugi. Czy to kwestia proporcji? Możliwe, że niekoniecznie.
Z informacji na stronie produktu Royal Wash One Dose wynika, że właściwa ilość składników w listku ma przeciwdziałać problemom związanym z nadmiarem detergentu. To powinno wpływać na brak smug, a także lepkiego osadu. Takiej warstwy nie było, ale minimalne zacieki tak. Prawdopodobnie może to wynikać ze specyfiki materiału. Moje matowe płytki owszem wyglądają dobrze, ale są dość stare i mocno eksploatowane przez lata. W praktyce wyszło, że w przypadku nowego wykończenia sprawa wyglądała nieco inaczej, o czym piszę w dalszej części.
Wiekowy parkiet i poszukiwanie nowych wyzwań
Oprócz płytek niemal w całym domu mam również stary, drewniany i lakierowany parkiet, tyle że w jakiś 95% pokryty dywanami oraz wykładzinami. Nieduże fragmenty, które widać i po których się chodzi, są lekko podniszczone, ale po umyciu lakier „robi swoje”, więc zwykle się świecą. Dość podobnie było po użyciu roztworu z listków do podłogi, który dobrze ją umył – tak samo, jak wcześniejszą powierzchnię.
Po tych próbach pomyślałam, że dwa rodzaje wykończenia, zwłaszcza dość wiekowego, to za mało, żeby realnie mówić o przetestowaniu produktu. Zależało mi głównie na czymś takim jak współczesny gres, a szczególnie na panelach laminowanych, które są jednymi z najpopularniejszych materiałów. Dlatego poprosiłam o pomoc znajomą i przy okazji udało się także zaangażować jej córkę.

Dom z ogrodem, mieszkanie w bloku i wyzwania przy czworonogach
Znajoma mieszka obok mnie w parterowym domu i ma taras oraz ogródek. W okresie letnim drzwi są wciąż otwarte, co chwila ktoś wychodzi i wchodzi, co dotyczy również zwierzaków. Kilka osób, trzy psy oraz parę kotów potrafią na bieżąco brudzić podłogę w całym domu. W związku z tym przynajmniej raz dziennie jest myta. Jakiś rok temu wszędzie zostały położone płytki imitujące drewno. Wygląda to na gres, matowy z lekko porowatą fakturą usłojenia. Kiedy poszłam tam z listkami do podłóg Royal Wash One Dose, akurat pojawiła się córka znajomej. Ma tylko jednego psa i kota, ale mieszka w bloku. Co najważniejsze i mnie ucieszyło – jej podłogi zostały wykonane z paneli laminowanych. Również zgodziła się przetestować środek, więc zyskałam szersze spektrum oceny jego działania. Obydwie miały sprawdzić informacje na stronie produktu, ale i tak przybliżyłam, co z nich wynika oraz na co szczególnie zwracamy uwagę.
Telefon z relacją, wspólne rozmowy i test w pełnym słońcu
Pierwsza z Pań najpierw do mnie zadzwoniła, mówiąc, że środek jest rewelacyjny. Chcę tu zaznaczyć, że jest to oczywiście tylko jej subiektywne odczucie. Chociaż akurat na punkcie mycia podłóg, włącznie z tym, żeby były czyste, jest przeczulona. Z czystości była bardzo zadowolona i stwierdziła, że roztwór nie pozostawia smug. Dopiero pisząc to, pomyślałam, że być może trudniej to dostrzec na płytkach z rysunkiem drewnianych słojów. Ale wydaje mi się, że z jej „zacięciem” powinna zauważyć ewentualne zacieki. Jednak to moje przypuszczenie, w pewnym sensie, zostało później zweryfikowane w odniesieniu do innej powierzchni.
Podczas mojej kolejnej wizyty sąsiedzkiej, znów na chwilę wpadła córka. Spieszyła się, ale zdążyłyśmy we trzy porozmawiać o ich spostrzeżeniach na temat testowanych listków do podłóg. Młodsza z Pań zaczęła od tego, że po umyciu podłogi nie było żadnych śladów. Zaznaczyła, iż z balkonu wpada w ciągu dnia słońce, więc mogła to ocenić. Z tego, co wiem, panele laminowane mają gładkie wykończenie, dlatego wydaje mi się, że pewnie łatwiej dojrzeć brak zacieków. Znajoma, słysząc słowa córki, przyłączyła się do tej opinii, potwierdzając to, co wcześniej usłyszałam w rozmowie telefonicznej. Jeżeli obydwie tak stwierdziły, pewnie „coś w tym jest”, a u mnie smugi mogły być kwestią stanu czy wieku podłóg. A czy wpływ mają na to proporcje?
Dozowanie w domowej praktyce – czy formuła wymaga aptekarskiej precyzji?
Muszę przyznać, że Panie nie odmierzały dokładnie ilości wody, ale wiedziały, ile powinno jej być. Nie wiem, jak dużo roztworu przygotowała młodsza, ale użyła połowy listka i powiedziała, że woda musi być ciepła, żeby się rozpuścił. Sąsiadka wzięła jeden listek na miskę, która na moje oko ma przynajmniej 4 litry pojemności, pewnie trochę więcej. Czy można więc wysnuć przypuszczenie, że formuła ma pewien margines tolerancji, który przydaje się przy szybkim sprzątaniu? Tego nie wiem, ale faktem jest, że Panie są dosyć zabiegane i pewnie zrobiły dla mnie test „na szybko”. Trudno też jednoznacznie stwierdzić, czy proporcje mają znaczenie dla stopnia zabrudzenia oraz rodzaju wykończenia. Myślę jednak, że optymalne ilości można sobie zwyczajnie wypracować z czasem, zależnie od indywidualnych uwarunkowań. Z drugiej strony są też aspekty niezwiązane z typem podłogi, w których opinie moich testerek były całkowicie spójne.
Trzy podobne wnioski, czyli co połączyło gres i panele laminowane?
Obydwie Panie były zgodne co do trzech rzeczy – dwie to kwestie mniej dotyczące czystości. Młodsza dość wyraźnie zaznaczyła, że w pomieszczeniu nie pozostaje wyczuwalny zapach. Owszem, woda ładnie pachniała aromatem z listków, ale wnętrza nie. Potwierdziła to znajoma i ja też mam podobne spostrzeżenia. Tak samo było w przypadku tego, że roztwór nie nabłyszcza podłóg, ale nie to jest jego zadaniem. Odnoszę wrażenie, że córka podała mi tę informację tylko jako element swoich obserwacji. Natomiast szczególny nacisk położyła na fakt, że listki Royal Wash One Dose bardzo dobrze wyczyściły podłogi. Znajoma się z tym zgodziła i gdy zaczęły rozmawiać, powiedziała, że kiedyś dodała trochę proszku do prania do wody. Młodsza podsunęła pomysł ze stosowanym przez siebie płynem do zmywarki. Podobno przynosi to efekty, ale stwierdziła, że według niej testowany środek lepiej umył powierzchnię. Określiła to mniej więcej tak, że nie rozprowadza brudu, tylko go czyści. Ja zapytałam – czyli nie rozmywa, ale zmywa? I ona to potwierdziła.
Z pewnością ta rozmowa dała mi lepszy obraz działania roztworu. Wcześniej opisałam własne przemyślenia, dodając do tego osobiste odczucia dwóch Pań, które mogły wykonać test na innych materiałach. Myślę, że spostrzeżenia przedstawiły rzetelnie, choć oczywiście każdy dom rządzi się swoimi prawami, a efekty mogą zależeć od wielu czynników. Jednak wydaje się, że nowoczesna i lekka forma listków potrafi zaskoczyć działaniem tam, gdzie codzienne życie stawia podłogom różne wyzwania. Royal Wash One Dose nie jest magicznym nabłyszczaczem do zniszczonych powierzchni, ale za to może zastąpić ciężkie butelki z płynem, oferując czystość i wygodę bez zgadywania proporcji. Dla mnie to kolejna udana propozycja polskiej marki Royal Wash – drugi produkt, który miałam okazję sprawdzać obok uniwersalnej pasty czyszczącej Multi Clean. Jej recenzję można znaleźć tutaj. Te rozwiązania łączy jedno – maksymalna koncentracja, która ułatwia domowe porządki.





