Sprzątanie i czystość, czyli codzienne wyzwania w każdym domu. To, z czym musimy się mierzyć, zależy od wielu czynników. Począwszy od rodzaju zabrudzeń i powierzchni, przez to, czy zanieczyszczenia są świeże albo zaschnięte, aż po wiek i stan wyposażenia. Nie bez znaczenia jest regularne porządkowanie, ale i tak prościej doczyścić nowe niż starsze, latami użytkowane elementy wykończenia. Dodatkowo dzisiejsze materiały w znacznej mierze są łatwiejsze w utrzymaniu. Być może dlatego współczesne budownictwo czy wyremontowane mieszkania nieraz kojarzą się z pięknymi wnętrzami i lśniącymi płaszczyznami niczym z katalogu. Ja mieszkam w starym domu, gdzie sporo rzeczy z wielu względów przez jakiś czas nie było wymienianych. Kiedy zostałam poproszona o przetestowanie uniwersalnej pasty czyszczącej Royal Wash Multi Clean, okazało się, że to właśnie może być dobrym poligonem doświadczalnym i punktem wyjścia do oceny jej działania. Zaczęłam jednak od podstawowych rzeczy, takich jak zapach, wygląd i zachowanie. W dalszych krokach zobaczymy, jak ten preparat poradził sobie z różnymi zabrudzeniami oraz powierzchniami i czy rzeczywiście może zastąpić kilka innych.
Cytrusowe zaskoczenie, czyli co poczułam otwierając opakowanie?
Po otwarciu opakowania wydało mi się, że zapach jest dość ostry, jakby odrobinę „chemiczny”. Trochę mnie to zdziwiło, bo środek podobno opiera się na naturalnej bazie, ale to była tylko chwila i pierwsze wrażenie. Kiedy podeszłam do testowania, postanowiłam najpierw „przyjrzeć” się bliżej temu zapachowi. Dość długo wąchałam i coraz mocniej zaczęłam wyczuwać wyraźną woń cytrusową. Owszem, była odrobinkę ostra, ale za to po użyciu przez jakiś czas pozostawia w pomieszczeniu delikatny i świeży, dokładnie cytrusowy aromat. Domyśliłam się, że odpowiadają za to dwa składniki wymienione na stronie produktu – Citral i Limonene. Z tego, co przeczytałam w internecie, są to naturalne związki zapachowe, które występują w olejkach eterycznych roślin. Dzięki nim pojawia się egzotyczna nuta, a moc czyszcząca wynika z pozostałej części formuły. Jest silnie skoncentrowana, co być może przekłada się na intensywny aromat, ale też na wygląd.
Pierwsze wrażenie – jak twardy monolit zmienia się w czyszczącą pianę?
Pasta Royal Wash Multi Clean ma twardą, sprasowaną konsystencję. Sprawia wrażenie monolitu, który nie kojarzy się z łatwością czyszczenia. Jednak aktywuje się po przetarciu zwilżoną gąbką znajdującą się w zestawie. Błyskawicznie w nią wnika i tworzy „miękką” pianę przy przecieraniu powierzchni. Do pionowych lepiej nie moczyć gąbki zbyt mocno, żeby piana nie spływała. W przypadku poziomych można użyć więcej wody. Jeżeli zabrudzenia są zaschnięte, po nałożeniu, warto dodatkowo wycisnąć gąbkę z pozostałego płynu na czyszczone miejsce, odczekać chwilę, przetrzeć ponownie i zmyć na mokro. Przy czym w większości łatwiejszych przypadków nie potrzeba ani mocno szorować, ani nabierać dużo pasty. Wygląda więc na to, że skondensowana receptura oraz forma monolitu faktycznie, jak czytamy w opisie, jest wydajna i może starczyć na dłużej niż tradycyjne proszki. To ekonomiczne rozwiązanie, które zapewne wynika też z faktu, że środek jest określany jako uniwersalny – do wielu powierzchni.

Royal Wash Multi Clean opinie
Minerały ścierne w praktyce – jak pasta Royal Wash Multi Clean radzi sobie z tłuszczem i osadami?
Jak podaje producent, wysoce skoncentrowana formuła zawiera naturalne minerały ścierne. Mimo to pasta ma usuwać zabrudzenia bez zarysowania. Rzeczywiście, nie zauważyłam żadnych uszkodzeń na różnych powierzchniach, do których preparat jest zalecany. Czy zgodnie z opisem rozpuszcza osady i tłuszcze? Tak, niekiedy nawet dość stare zacieki czy zabrudzenia. Przy lżejszych i bieżących odnosi się wrażenie, że piana czyści niemal sama. Gdy są mocniejsze lub tłustsze, trzeba trochę bardziej przyłożyć rękę lub powtórzyć czynność.
Według informacji powierzchnie mają być nie tylko czyste, ale też błyszczące i bez smug. Po zmyciu środka wodą rzeczywiście wyglądają na gładkie. Dotyczy to szczególnie wykończenia z połyskiem, ale elementy takie jak lustro dobrze potem wytrzeć na sucho ręczniczkiem papierowym, żeby nie zostały zacieki, a tafla zyskała blask. W przypadku materiałów matowych oczywiście nie staną się lśniące, ale niektóre z nich wydają się jakby lekko satynowe.
Pośród moich spostrzeżeń jest jeszcze coś. Po każdym użyciu, na różnych rodzajach zabrudzeń część z nich zostaje na gąbce. Jednak po jej dokładnym wypłukaniu w wodzie, praktycznie znikają. To właśnie jest tą zaletą, która sprawia, że pastę można używać w różnych miejscach. Po prostu wypłukać i przejść do kolejnego zadania bez zmiany preparatu. Przy okazji – wydaje mi się, że osad na gąbce świadczy o tym, że piana rozpuszcza brud czy tłuszcz. Zbiera, ale nie cały, a skuteczność działania, według mnie widać także po spłukaniu wodą. Ja używałam do tego namoczonej szmatki, na której pozostała reszta zanieczyszczeń, co może oznaczać, że zostały „rozmyte”.
Zobaczmy teraz, jak działanie pasty czyszczącej Royal Wash Multi Clean wyglądało w praktyce i gdzie oraz do czego ją wykorzystałam.
Dlaczego do testów wybrałam domowe zakamarki, a nie lśniące blaty?
Zacznę od tego, że z materiałów na stronie produktu wynika, iż pasta jest bezpieczna dla dłoni i można jej używać bez rękawiczek, więc tak zrobiłam. Faktycznie u mnie nie było żadnego nieprzyjemnego odczucia czy jakichś problemów na skórze.
Ja do testowania pasty czyszczącej Royal Wash Multi Clean starałam się wychwycić miejsca, które zostały trochę „zaniedbane”. Wydaje mi się, że wypróbowanie środka na bieżąco utrzymanych elementach nie odda w pełni jego działania, ponieważ z takimi radzi sobie dobrze, a to też wypróbowałam. Czasami coś pomijamy przy codziennym sprzątaniu, bo nie widać, nie zaglądamy tam, i zwyczajnie czeka na większe czy gruntowne porządki. Pod uwagę brałam również uniwersalność, czyli jak i czy pasta sprawdzi się do różnych materiałów oraz zabrudzeń. Dodam, że nie stosowałam jej na większym metrażu, żeby lepiej ocenić, jak dany fragment został wyczyszczony, co najlepiej oddaje różnica w wyglądzie i kontrast.
Prawdziwy poligon doświadczalny – na jakich powierzchniach pasta robi efekt „AH”?
Na pierwszy front wzięłam kafelki w łazience, dość stare, zwyczajne i białe, ale z połyskiem. W widocznym miejscu po umyciu pastą oraz wytarciu szmatką z wodą wyglądały na czyste i bardziej błyszczące. Na drugi rzut poszła przestrzeń za pralką obok umywalki, gdzie te same płytki są rzadziej myte, więc były brudniejsze, pokryte osadem i żółtymi, zaschniętymi zaciekami. Royal Wash Multi Clean poradził sobie bez większego problemu. Jedynie dla lepszego efektu przetarłam dwa razy, choć, jakby się uprzeć, wystarczyłby raz. Odnoszę wrażenie, że może wynikać to z faktu, że płytki mają połysk. Pozostając w tej strefie, zabrałam się za kran. Też stary, trochę zaśniedziały, zwłaszcza od spodu. Dokładne przetarcie oczywiście nie usunęło jakichś zadrapań czy uszkodzeń metalu, ale kran po przemyciu wodą zrobił się czyściutki i błyszczący.
Nieco inaczej było w przypadku dość starej umywalki. Bieżące zabrudzenia łatwo zeszły, ale, jak to bywa przy długo użytkowanej ceramice, gdzieniegdzie czas odcisnął swoje piętno. W paru miejscach faktura stała się bardziej porowata i tam zdążyła delikatnie ściemnieć, co po prostu nie chce zejść. Preparat owszem umył to z wierzchu, ale w te zmatowiałe zakamarki nie wsiąknął. Nie wybielił i nie wygładził, ale dobrze wyczyścił.
Jak Royal Wash Multi Clean reaguje na plastik, drewno i laminaty?
Kolejny test przeprowadziłam z matowym plastikiem. Wybrałam trochę zużyty fragment, do którego łatwo przyklejają się nawet bieżące zabrudzenia. Tu Royal Wash Multi Clean dał radę bez większego wysiłku, a czyszczone miejsce zyskało nieco delikatniejszą fakturę. Podobny efekt uzyskałam na drewnie pomalowanym na biało. Znalazłam stare drzwi, na których farba nieco pożółkła i łatwo przyjmuje kurz. Po przetarciu kawałka, bez konieczności większego szorowania, powierzchnia nie wybielała, ale odniosłam wrażenie jej odżywienia. Zrobiła się lekko błyszcząca, a pod palcami sprawiała wrażenie „miękkości” w porównaniu do reszty drzwi. Sprawdziłam takie działanie na blacie kuchennym, zdaje się, że jest to laminat o lekko matowym wykończeniu. Faktura również zrobiła się delikatna i przyjemna w dotyku. Dodam, że okazało się, iż gdzieś z boku „zawieruszyła” się zaschnięta plama z ketchupu, którą piana wyczyściła po parokrotnym przetarciu.
Test na szkle – czy pasta pokona tłuszcz z kuchenki gazowej i osady na lustrze?
Następne próby zrobiłam na szkle, konkretnie kawałku lustra i okna. Tafla przy umywalce w łazience na co dzień narażona jest na zachlapanie i osady. Jakiś czas jej nie czyściłam, co pozwoliło mi lepiej ocenić działanie pasty. Łatwo pozbyła się ze szkła zanieczyszczeń oraz kurzu. Po zmyciu wodą wytarłam lustro ręczniczkiem papierowym, żeby je osuszyć, i wyglądało na czyste oraz lśniące. Trudniejsze zadanie czekało na oknie w kuchni, co ważne, znajdującym się tuż przy kuchence gazowej. Taki sposób gotowania generuje dookoła znacznie więcej brązowego, lepkiego osadu niż płyta indukcyjna i jest to codzienność. Royal Wash Multi Clean bardzo dobrze wyczyściła szybę. To, co szczególnie zwróciło moją uwagę, to że ten tłusty nalot został rozpuszczony. Trochę zebrała gąbka z pastą, ale dopiero po przetarciu wodą na szmatce ukazał się cały, brązowawy brud.
Mówiąc o gotowaniu, równie łatwo podobne zanieczyszczenia osiadają na wewnętrznej stronie drzwi od piekarnika. U mnie troszkę się tego zebrało i jakiś czas „czekało” na umycie. Jednak pasta dobrze sobie poradziła z osadem. Ja mam grubą szybę z nadrukiem, więc z zewnątrz jakoś nie było tego widać, ale w środku zrobiła się czysta, choć nie błyszcząca.
Gdzie uniwersalność ma swoje granice? Szczery test na starych przypaleniach
Na koniec coś, z czym pasta czyszcząca sobie nie poradziła. Jak wiadomo, nie jest łatwo doczyścić bardzo stary, zwęglony i „uklejony” nalot pod spodem naczyń do gotowania, jeśli nie usuwa się go systematycznie. Być może do świeższych zabrudzeń pasta by wystarczyła, ale ja wzięłam patelnię, która po prostu gdzieś tam została odstawiona i nie była czyszczona z zewnątrz. Brzegi pasta w miarę dobrze umyła, ale sam spód z metalu ze starymi, zaschniętymi przypaleniami nie. Taka sytuacja wymaga jednak zastosowania metalowego drucika albo przynajmniej żrących, rozpuszczających środków. Royal Wash Multi Clean to skuteczna, ale zbyt delikatna pasta do takich zadań. Przy czym spróbowałam szorować taki brud mocniej i trochę go namoczyć – miejscami pojawiło się odrobinę „prześwitów”, ale tylko na cieńszej warstwie przypalenia.
No cóż, naczynia utrzymane na bieżąco podczas zmywania nie potrzebują takich środków, a pasta ma za to mnóstwo innych zastosowań i faktycznie jest uniwersalna. Z powodzeniem zastąpiła kilka tradycyjnych detergentów do różnych powierzchni i zanieczyszczeń. Jak dla mnie to świetny pomocnik, zarówno w codziennym sprzątaniu, jak i przy tych dawno odkładanych porządkach.
Royal Wash Multi Clean opinia
To osobista opinia, ale wiem, że polska marka Royal Wash oferuje także inne produkty, które mogą być przydatne w domu. Testowałam również listki do podłóg One Dose, a ich recenzja znajduje się tutaj. Wspólny mianownik to po prostu wygoda, która dodatkowo oszczędza miejsce do przechowywania.





